joebarAce
Dołączył: 21 Lut 2006
Posty: 156
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Belchatow, Cambridge
|
Wysłany: Pon 0:57, 15 Maj 2006 Temat postu: HOT RODS DraytonPark-czyli tam gdzie dupy nie mowia-NIE! ;) |
|
|
Piątkowe popołudnie w pracy – dostaje zlecenie na weekend: Jedz na NASC Neil Springnats w Drayton Manor Park k/ Birmingham i wręcz nagrodę zwycięzcy w imieniu Ace Cafe London. Nic mi to zbytnio nie mówiło – najważniejsze, że znów można nawijać kolejne milokilometry i, że odwiedzę imprezę na jakiej jeszcze nie byłem Jupi!
Żeby się przypadkiem nie przepracować na tej delegacji – jedzie ze mną sam Minister Kultury i Rozrywki – Gwidon – i wszystko jasne…
Słońce dopisuje, zbiorniki pełne, nastroje pozytywne – tylko nasze Kobiety stoją nerwowo w progu domu z założonymi rękami i wykrzykują jakieś niezrozumiałe teksty o ukracaniu nam smyczy po powrocie itp., itd… Ale to dopiero po powrocie
Ruszamy na autostradę. Żeby utrzymać rockersowy klimat, oboje wciągamy na głowy kaski orzeszki Davida, gogle, okulary i bandamy – o ile do Electry styl ten jeszcze w pewnym sensie pasuje, o tyle ja na Xxie w takim wdzianku prezentuję objawy jakiejś dziwnej choroby o podłożu psychicznym
Okulary utrzymują się na moim nosie przez około… 30sek, kiedy wskazówka na budziku mija 160km/h okulary odlatują w sobie tylko znanym kierunku z prędkością swiatła – pozostawiając mnie bez niczego na oczach – próbował ktoś z was jechać 160/h z gołą głową polecam!
Nie wiedzieliśmy zbytnio jak się nam będzie razem jechało w taka trase – no bo to Harley i Blackbird – całkiem inne style i prędkości – lecz o dziwo poszło pięknie! Electra po Stage 1 idzie jak pocisk, więc wskazóweczki ustawiliśmy na 150km/h i XX był syty i Electra cała.
Na miejsce zajechaliśmy ok. godz. 20:00. I tu problem, bo nikt nie wie za bardzo skąd my jesteśmy i czy nas wpuszczać, czy od razu nakarmić nami dobermany. Poczuliśmy się jak za dawnych czasów na granicy – budka strażnika, problemy, telefony, groźne spojrzenia, żeby po 20min wpuścić nas do środka i traktować z szacuneczkiem godnym gości z Komitetu Centralnego he he Czyli Vipostwo pełną gębą – nie dla nas bilety wstępu
Dostajemy opaski na nadgarstki i vademecum harcerza – czyli gdzie jest kibel i bar. Wróć, tzn. bar i kibel.
Łamiąc wszelkie zasady scouta, obozowicza, członka PTTK i zdrowego rozsądku rozbijamy się pod drzewem mimo krążących dookoła chmur, możliwego deszczu i burzy. Namiocik rozkłada się szybko, motorki zapinamy pod konarem drzewostanu i pląsano – chodzonym dryfujemy do baru! Bar jest i to dobrze zaopatrzony – mało tego – jest jeszcze dyskoteko-zabawa (nie znam słownictwa z tej dziedziny życia, bo nie uczęszczałem na potańcówki – znam je tylko z opowieści babci i kronik policyjnych miasta Bełchatów). Przypomina to taka zabawę country-rockowa, ludzie tańczą jakiś znany im tylko lokalny, grupowy układ, muzyka jest od country, przez lata 80. po 90. Re-we-la! Przyłączamy się na chwilę, po czym toniemy w Jacku Danielsie… bul bul bul bul bul…
Ranek wita nas godziną 9:30 i… zasranymi motocyklami – cały ten latający drób miał nad naszymi motorami gałązkę, z której spuszczał, klocki, batony, kleksy, sraki i inne odmiany ptasich odchodów… uuuggghhhh! Chcieliśmy na szybko pożyczyć od kogoś wiatrówkę, ale towar ten okazał się deficytowym na tym kempingu. Zostało nam zrobienie procy z majtek.
Jednak głód przerwał nasze przygotowania do ptasiej wojny – już nawet się zastanawialiśmy jakby im się tu odwdzięczyć i też na nie nasr…. Ale jak?
Uderzamy do miasta Tamworth w poszukiwaniu English Breakfast… i co? I nic! Wszystko pozamykane, bo to niedziela rano. Kończymy marnie w McDonaldzie. I niech mi ktoś powie, dlaczego jak zamawiam ‘large sandwich’ to dostaje coś co mi się zamyka w dłoni i kurczaka ma w sobie tyle co… ja na przykład??? :/
W ogóle poranek był ciężki, w głowach szumiało, motocykle były 2 razy cięższe niż wczoraj. Co chwile jakieś uślizgi koła, potyczki, gaśnięcia motocykli, zostawianie kluczyków w stacyjce – no nie szło nam totalnie
Wracamy na pole namiotowe, zbroimy się w cuda techniki rejestrujące wizję i dźwięk i mieszamy się w tłum HotRodów … to jak podróż w inny świat! Wow!!! Część widać na zdjęciach, lecz ryku V8ki nie da się opisać słowami. Mężczyźni mają to do siebie, że lubią utożsamiać swoje pojazdy do kobiet. V8ka pracująca na wolnych obrotach kojarzy mi się z kobietą nęcącą Cię swoimi wdziękami – muskającą to i tam. A gdy już się wkręci na wysokie obroty przeobraża się w taką BITCH FROM HELL. I już po Tobie…
Doczekujemy wręczenia nagród, czyli odbębniamy pracę domową i pikujemy do Londynu. Teraz to już bez przystanku – po prostu maneta!!!
Na liczniku przybyło 385km do oryginalnego przebiegu. Dzięki temu wyjazdowi zrozumiałem i poznałem trochę lepiej ludzi związanych z nurtem HotRodów – są niesamowicie ogarnięci swoją pasją, mają klasę i są na maxa pozytywni. Nie mogę się już doczekać czerwcowych HotRodów w Ace Cafe!
Pozdro!
Kuba vel joebar
W razie stluczki - dzwonic po stolarza!
Post został pochwalony 0 razy
|
|